
Jestem kolekcjonerem ubrań i dodatków. Uważam, że tych rzeczy po prostu się nie wyrzuca. Jedynym argumentem, który przemawia do mnie za pozbyciem się jest ich całkowite zniszczenie. Natomiast, jeżeli ciuch nie uległ jeszcze kompletnej destrukcji spokojnie leży i czeka na swój moment. Doświadczyłam tego z bardzo wieloma rzeczami, do których musiałam dojrzeć lub zwyczajnie się przekonać. Tak właśnie było z marynarką i spódnicą, które prezentuje dzisiaj na sobie. To jeansowe cudo dorwałam jeszcze na początku liceum na targowisku za całe 5 zł. Nie przypadło mi ono jakoś szczególnie do gustu, ale nówka sztuka za piątaka... Stwierdziłam, że wezmę i coś zawsze się z tego wykombinuje. Zwęziłam od razu rękawy, ale nadal marynarka jakoś mnie nie przekonywała. Nie zrobiłam z nią nic więcej, a jedynie czas sprawił, że spojrzałam na nią inaczej i teraz jest jedną z moich ulubionych. Podobnie było ze spódnicą, którą również nabyłam okazyjnie jeszcze w gimnazjum (!), i która musiała się doczekać swojego czasu. Nie pędzę ślepo za trendami, ale moja świadomość bardzo skorzystała tej jesieni, bo odkryłam w swojej szafie perełkę.
Dlatego apeluję drodzy czytelnicy: NIE WYRZUCAJCIE CIUCHÓW. Jeżeli tylko macie je gdzie przechowywać to je trzymajcie. Moda wraca, zatacza koła, jeśli nawet Wy tego nigdy nie założycie to założą to Wasze córki czy wnuczki. Ja do tej pory czerpię garściami z szafy mamy i babci, a cuda jakie można tam znaleźć nie kupi się w sieciówce :)
Pozdrawiam, M ;*
marynarka - bazar (5zł) kupiona ok. 5lat temu
spódnica - Terranova (15zł) kupiona ok. 6 lat temu
T-shirt - sh (2zł)
botki - H&M (40zł) kupione rok temu